Kategoria : Giełda

Inwestor i spekulant - czym się różnią?
Czym jest inwestycja, a czym spekulacja?
Czytając gazety i słuchając niektórych ekspertów możesz odnieść wrażenie, że inwestorem stajesz się wtedy, gdy Twój czasookres inwestycji jest długoterminowy (a przynajmniej średnioterminowy).
Spekulantem zaś jest ten, którego transakcje są krótkie, szybkie i częste.
Prawo podatkowe sprzyja “inwestowaniu długoterminowemu”, co przy tej definicji inwestowania jest tautologią. A “eksperci” wszelkiej maści zachęcają do “inwestowania” i przestrzegają przed “spekulacją”.
W ogóle, słowo “inwestor” ma w sobie pewne nacechowanie pozytywne. Spekulant z kolei – negatywne. “Spekulanci walutowi robią nam źle” – grzmią często tabloidy.
Spekulanci, nie inwestorzy, oczywiście. Inwestorzy pewnie zrobiliby nam dobrze.
Przyjmując nawet tę potoczną definicję inwestora, jako tego uczestnika rynku, który ma dłuższy czasookres swoich transakcji… zastanów się. Co jest “bardziej pozytywnego” w zarabianiu pieniędzy w dłuższym czasookresie… a co negatywnego w zarabianiu pieniędzy w krótszych transakcjach?
Analizując zagadnienie na zimno odkryjesz, że nie ma nic lepszego w jednym sposobie zarabiania i nie ma nic gorszego w drugim.
A mimo to “inwestor” wciąż w potocznej świadomości pozostaje lepszy od paskudnego “spekulanta”. Świat się zmienia, ale terminologia narzucona nam przez poprzednią epokę trzyma się jak widać mocno.
Ale – dość o “potocznej świadomości”.
Czym naprawdę różni się inwestor od spekulanta?
Gdzie leży prawdziwa różnica?
Różnicą jest agresywność. Inwestor akceptuje zyski, jakie dany rynek oferuje swoim uczestnikom w ogólności. Jeśli indeks WIG daję stopę zwrotu rzędu 14% rocznie, dla inwestora taka stopa zwrotu jest satysfakcjonująca i ku temu będzie on zmierzał.
Spekulant chce być lepszy, niż rynek. Chce pobić przeciętnego inwestora i wykazać swoją wyższość. Chce 28% zysku rocznie. Albo 50%. Albo 150%. W zależności od tego, jakim poziomem agresji się wykazuje.
Oczywiście, cel, jakim jest pobić rynek, oznacza zwykle, że konieczna jest większa częstość transakcji i transakcje spekulanta są krótsze i szybsze. Spekulant chce kupić jak najwięcej dołków – i sprzedać jak najwięcej szczytów.
Ale różnica kryje się w celach, nie w czasookresie transakcji.
Wyobraź sobie dwóch facetów. Jeden z nich jest samotny i czasem chodzi do baru, w nadziei, że spotka tam kobietę swojego życia. Drugi facet też chodzi do tego samego baru. Ale chodzi tam codziennie, bo chce poderwać jak najwięcej kobiet.
To ten drugi jest kobieciarzem. Ale nie dlatego, że chodzi często do baru. Liczy się to, po co tam chodzi.
No dobrze, ale czy to subtelne rozróżnienie w definicji inwestora i spekulanta ma znaczenie?
Ma.
Spekulanci są “solą giełdy”. Zapewniają jej płynność. Tworzą historię i wydarzenia.
Nie dlatego, że ich horyzont inwestycyjny jest krótki. Ale dlatego, że pragną więcej, niż inni. I że ryzykują więcej niż inni.
Może więc zamiast potępienia, więcej szacunku?
A przynajmniej akceptacji.
W końcu każdy z uczestników rynku marzy – w głębi duszy – aby pobić rynek. Spekulanci aktywnie dążą do tego.
Wielu z nich ponosi konsekwencje tego pragnienia. Pada – i wielu więcej się nie podnosi.
Ale ci, którzy odnoszą sukces, stają się legendą.